Focus letterario / Fokus literacki: La poesia di passaggio tra ieri e oggi: Marzanna Kołodziej / Wiersze w tranzycie pomiędzy wczoraj a dzisiaj: Marzanna Kołodziej



Komentarz i przekład na włoski: Izabella Teresa Kostka.

Commento e traduzione in italiano: Izabella Teresa Kostka.

***

 

          Molte voci poetiche traggono ispirazione dalle esperienze personali, dalle vicende storiche, dall'infanzia e dal mondo circostante, e tutto questo viene rielaborato in modo individuale, sulla base dello stile, del talento e del modus operandi dell'artista. Lo stesso accade nel caso di Marzanna Kołodziej, originaria della Polonia, i cui dodici componimenti scelti diventano il riflesso dell'eterna metamorfosi dell'essere, della lingua e della realtà.

          La stessa citazione posta in epigrafe: "Non dipingo l'essere, dipingo il passaggio", può essere letta come una dichiarazione, una sorta di "credo" della poetessa. Il centro della sua scrittura non è infatti il semplice esistere passivo, ma il divenire, il tempo che scorre, la memoria che ritorna, il paesaggio che muta, l'amore che si rinnova, la storia che riaffiora, così come la lingua stessa, che cambia nel momento in cui tenta di esprimere qualcosa e di fissarlo nei versi poetici. È una poesia che non pretende di sottomettere a sé la realtà, ma desidera attraversarla, sapendo bene che ogni tentativo di racchiuderla entro rigide cornici la trasforma e, al tempo stesso, fa sì che la realtà sfugga ai limiti della parola. La lingua stessa è per la poetessa una patria interiore e, infatti, nella poesia "Nascita", afferma: "sono nata nella lingua", collegando la propria identità al paesaggio della Podlachia, alle foreste, alle zone umide, ai fiumi, alle paludi e alle piante selvatiche. La geografia non è soltanto uno sfondo, ma una forma profondamente radicata di memoria e di appartenenza a un luogo, alle proprie radici. Il concetto di memoria, però, non si limita alla dimensione strettamente privata, ma comprende anche quella storica. Nei testi dedicati alla guerra, "I figli della guerra" e soprattutto "Imprevedibile", essa diventa una riflessione familiare sul destino, sulla paura e sulla sopravvivenza, sulla metamorfosi di ricordi dolorosi che, anche dopo molti anni, non possono essere dimenticati. Particolarmente toccante è il ricordo del padre, che soltanto dopo aver compiuto ottant'anni riesce a raccontare la propria esperienza di guerra. Estremamente intima e commovente è anche la poesia "Non sono mai cresciuta dall'infanzia", nella quale l'amore per le immagini della giovinezza, per le strade di campagna dei nonni, per le calde mani delle sorelle, per i laghi, gli insetti e gli animali crea un mosaico emotivo attraverso il quale emergono domande inevitabili: "perché è male essere donna, mamma" e "di cosa devo avere paura, mamma". Le visioni poetiche di Marzanna Kołodziej sono però soprattutto un'eterna trasformazione e un continuo attraversamento dello spazio. Non sono soltanto ricordi, memoria, amore e profonda intimità, ma un viaggio attraverso i luoghi familiari e la cultura europea, le cui tracce ritroviamo in molte delle poesie qui presentate. È una voce poetica radicata in un luogo concreto, ma plasmata dalla filosofia, dal mito, dalla storia, dalla natura, dalla pittura e dalla cultura dell'intero continente, senza per questo perdere la propria identità. I Sumeri e Gilgamesh, Semiramide, Vermeer, Orione e le Pleiadi, la moglie di Lot convivono qui in simbiosi con il caffè mattutino, i fiori di campo, le mele, le pere, la nebbia, le paludi e le mani amorevoli delle persone care. La scrittura di Marzanna Kołodziej oscilla con grazia tra la dimensione universale e quella patria, tra l'arcaico e il contemporaneo, tra la memoria individuale e quella collettiva. Dal punto di vista stilistico, Kołodziej sceglie soprattutto il verso libero, una punteggiatura ridotta e una sintassi fondata sull'accumulo di eventi. I testi si presentano come una successione di immagini, senza la necessità di spiegarle eccessivamente o di collegarle attraverso connettivi logici. Ne scaturisce una forma estremamente fluida, che riproduce il fluire della memoria e della percezione stessa del mondo. Le ripetizioni di "si dissolvono", "ruota", "mondo", "giorno", "lingua", "memoria" infittiscono la costruzione e ritornano, come se ogni loro nuova apparizione aggiungesse un ulteriore significato all'intera strofa. È un procedimento che non si limita alla ricerca del significato, ma si fonda sull'attraversamento incessante, sul passaggio e sulla trasformazione (vedi il motto).

        E proprio così, le poesie di Marzanna Kołodziej sono un'arte profondamente intesa del passaggio tra ieri e oggi, tra l'infanzia, la memoria e il presente, tra la guerra e la sopravvivenza, tra l'amore e l'infinito tracciato attraverso il simbolo degli "otto", e tra la natura e l'anima umana.

Auguro a tutti una lettura ricca di emozioni.

Izabella Teresa Kostka, settembre 2026

***

    Wiele głosów poetyckich czerpie natchnienie z osobistych przeżyć, doświadczeń historycznych, z dzieciństwa i otaczającego świata, a wszystko to zostaje przetworzone w sposób indywidualny, w oparciu o styl, talent i modus operandi artysty. Tak samo jest w przypadku pochodzącej z Polski Marzanny Kołodziej, której dwanaście wybranych wierszy staje się odzwierciedleniem odwiecznej metamorfozy bytu, języka i rzeczywistości.

      Sam cytat umieszczony w motcie: "Nie maluję bytu, maluję przejście”, możemy odczytać jako deklarację, czyli swoiste "credo” poetyki. Centrum jej pisarstwa nie stanowi bowiem samo bierne istnienie, lecz stawanie się, płynący czas, powracająca pamięć, zmieniający się pejzaż, odnawiająca się miłość, powracająca historia, a także sam język, który zmienia się wówczas, gdy próbuje coś wypowiedzieć i utrwalić w poetyckich wersach. To poezja, która nie rości sobie prawa do podporządkowania sobie rzeczywistości, lecz pragnie ją przemierzać, wiedząc dobrze, że każda próba ujęcia jej w sztywne ramy zmienia ją, a jednocześnie sprawia, że rzeczywistość wymyka się ograniczeniom słowa. Sam język jest dla poetki wewnętrzną ojczyzną, o której w wierszu "Narodziny” mówi: "urodziłam się w języku”, łącząc swoją tożsamość z pejzażem Podlasia, lasami, mokradłami, rzekami, bagnami i dzikimi roślinami. Geografia nie jest tu tylko tłem, lecz głęboko zakorzenioną formą pamięci i przynależności do miejsca, do korzeni. Samo pojęcie pamięci nie ogranicza się jednak do wymiaru typowo prywatnego, lecz obejmuje również wymiar historyczny. W tekstach poświęconych wojnie "Dzieci wojny” i przede wszystkim "Nieprzewidywalny” , staje się ona rodzinną refleksją nad losem, lękiem i przetrwaniem, nad metamorfozą bolesnych wspomnień, o których nawet po wielu latach nie da się zapomnieć. Szczególnie przejmujące jest wspomnienie ojca, który dopiero po osiemdziesiątce potrafił opowiedzieć o swoim doświadczeniu wojennym.  Wyjątkowo intymny i wzruszający jest też wiersz "Nigdy nie wyrosłam z dzieciństwa”, w którym miłość do obrazów z młodości, polnych dróg u dziadków, ciepłych siostrzanych rąk, jezior, insektów i zwierząt tworzy emocjonalną mozaikę, poprzez którą przebijają się nieodłączne pytania: "dlaczego źle być kobietą, mamo” oraz "czego mam się bać, mamo”. Wizje poetyckie Marzanny Kołodziej to jednak przede wszystkim wieczna transformacja i przemierzanie przestrzeni. To nie tylko wspomnienia, pamięć, miłość i głęboka intymność, lecz przede wszystkim podróż poprzez rodzinne miejsca i kulturę europejską, której ślady odnajdujemy w wielu przedstawionych tu wierszach. To głos poetycki zakorzeniony w konkretnym miejscu, lecz ukształtowany przez filozofię, mit, historię, naturę, malarstwo i kulturę całego kontynentu, nie tracący przy tym swojej tożsamości. Sumerowie i Gilgamesz, Semiramida, Vermeer, Orion i Plejady, żona Lota współistnieją tu w symbiozie z poranną kawą, polnymi kwiatami, jabłkami, gruszkami, mgłą, mokradłami i kochającymi dłońmi bliskich. Pisarstwo Marzanny Kołodziej oscyluje z wdziękiem między wymiarem światowym a ojczystym, archaicznym a współczesnym, między pamięcią indywidualną i kolektywną. Pod względem stylistycznym natomiast Kołodziej decyduje się przede wszystkim na wiersz wolny, ograniczoną interpunkcję oraz składnię opartą na nagromadzeniu zdarzeń. Teksty ukazane są jako kolejne obrazy, bez potrzeby nadmiernego wyjaśniania ich czy łączenia za pomocą logicznych spójników. Powstaje w ten sposób bardzo płynna forma, która odtwarza upływ pamięci i samej percepcji świata. Powtórzenia "rozpływają się”, "obraca się”, "świat”, "dzień”, "język”, "pamięć” zagęszczają konstrukcję i powracają, jak gdyby każde ponowne ich pojawienie się dodawało nową warstwę znaczeniową całej strofie. To zabieg, który nie ogranicza się tylko do dotarcia do sedna, lecz opiera się na nieustannym przemierzaniu, przejściu i transformacji (patrz motto).

No właśnie, wiersze Marzanny Kołodziej to głęboko pojęta sztuka przejścia między wczoraj a dziś, między dzieciństwem, pamięcią a współczesnością, między wojną a przetrwaniem, miłością a nieskończonością kreśloną "ósemkami” oraz pomiędzy przyrodą a ludzką duszą.

Życzę wszystkim bogatej we wzruszenia lektury.

Izabella Teresa Kostka, wrzesień 2026

***

"Nie maluję bytu, maluję przejście"

Michel de Mointaigne

PRÓBY

chcesz zajrzeć w świat

od zewnątrz

do wewnątrz

opisać

kłębią się obłoki znaczeń

kiedy już dotykasz chmur 

rozpływają się w powietrzu

słowa bezradne jak poranna rosa zanim zniknie błysną w słońcu

i giną jak ginie głos raz wydobyty z  ciała

znowu zaglądasz w świat

próbujesz opisać

każda próba nieudana

rozpływają się znaczenia 

jak poranna mgła nad szczytami gór

jak czas który zmienia koryta rzek

jak wulkan którego wystygły krater znów żarzy się ogniem

przestrzeń zakochana w przemianie

patrzysz w zachwycie 

stajesz się językiem przejścia prześwietlonym słońcem 

obrosłym mitem (s)tworzenia

 ( niepublikowany)

*

"Non dipingo l’esistenza, dipingo il passaggio"

Michel de Montaigne

TENTATIVI

vuoi affacciarti sul mondo

dall’esterno

verso l’interno

descriverlo

si accalcano nubi di significati

quando ormai sfiori le nuvole

si dissolvono nell’aria

parole impotenti come la rugiada del mattino prima di svanire brillano al sole

e svaniscono come muore la voce una volta uscita dal corpo

di nuovo guardi nel mondo

provi a descriverlo

ogni tentativo fallisce

si dissolvono i significati

come la nebbia mattutina sulle cime dei monti

come il tempo che muta gli alvei dei fiumi

come un vulcano il cui cratere spento torna ad ardere di fuoco

lo spazio innamorato della trasformazione

guardi rapito

diventi linguaggio del passaggio attraversato dal sole

ricoperto dal mito della (c)reazione

(inedito)

***

jeden dzień 

otworzyć dzień wierszem

jak się otwiera prastare księgi Sumerów

o poszukującym nieśmiertelności Gilgameszu

w świecie między Tygrysem a Eufratem

w naszym świecie między 

pragnieniami i tęsknotami

za czymś większym od nas samych

zachwycić się wiszącymi ogrodami Semiramidy

wierzyć codziennie 

od nowa 

w cuda

wynalazek pisma i koła

które nie obracają się w popiół 

nie tracić wiary

w moc słowa

siłę wiersza

nieśmiertelność

(Z tomiku " Rozrzucone")

*

un giorno

aprire il giorno con una poesia

come si aprono gli antichi libri dei Sumeri

su Gilgamesh alla ricerca dell’immortalità

nel mondo tra il Tigri e l’Eufrate

nel nostro mondo tra

sogni e nostalgie

per qualcosa di più grande di noi stessi

meravigliarsi dei giardini pensili di Semiramide

credere ogni giorno

di nuovo

nei miracoli

nell’invenzione della scrittura e della ruota

che non si trasformano in cenere

non perdere la fede

nella forza della parola

nella forza della poesia

nell’immortalità

(Dalla raccolta "Sparsi")

***

siódme niebo

przepuszczam przez skórę 

ciepło

bliskość rozlewa się 

w okolicach serca

rozmawiamy

nic nie zastąpi 

rozmowy

w rozmowie

splatają się słowa 

i ręce

czułe spojrzenia 

wnikają w duszę

wchodzę w świat

świat mieści się 

w twoich ramionach

nie chcę innego świata

lecę w błękit

(Z tomiku "Rozrzucone")

*

settimo cielo

lascio passare attraverso la pelle

il calore

la vicinanza si diffonde

intorno al cuore

parliamo

nulla può sostituire

il dialogo

nel dialogo

si intrecciano le parole

e le mani

sguardi teneri

penetrano nell’anima

entro nel mondo

il mondo sta

tra le tue braccia

non voglio un altro mondo

volo verso l’azzurro

(Dalla raccolta «Sparsi»)

***

narodziny

urodziłam się w języku

dźwięczniejszym niż śpiew poranka

z duszą przyklejoną do podlaskich horyzontów

z tajemnicą mozaiki lasów i mokradeł

z jeziorami rozlanymi pod powieką

urodziłam się 

w chropowatości zdań

krętych jak koryta rzek

wyrastających z grząskich bagien i zapadlisk

z dzikich łąk porośniętych pokrzywą i splątanym chmielem

z nieujarzmioną historią 

narodzin i śmierci

wojny i pokoju

z historią miłości

noszę w sobie język

jeden gwałtowny oddech pamięci

trzęsawisko nieodkrytego piękna

(niepublikowany)

*

nascita

sono nata in una lingua

più sonora del canto del mattino

con l’anima incollata agli orizzonti della Podlachia

con il mistero del mosaico dei boschi e delle zone umide

con laghi riversati sotto le palpebre

sono nata

nella ruvidità delle frasi

tortuose come gli alvei dei fiumi

che nascono da paludi fangose e voragini

da prati selvaggi ricoperti di ortiche e luppolo aggrovigliato

con una storia indomita

di nascite e morti

di guerra e di pace

con la storia dell’amore

porto dentro di me una lingua

un unico respiro impetuoso della memoria

una palude di beltà inesplorata

(inedita)

***

dzieci wojny

gdzieś dalej była sobota

wolna od trosk

z czasem wysmaganym wolnością

beztroską zawieszoną pod niebem 

bez ciężkich słów niepamięci

z melodią zielonego dzieciństwa

a we śnie wichry

deszcz ulewny

myśli spod końskich kopyt jak 

galopujący w nieznane czas

tuż za domami 

w mrocznych lasach

w piaskach pustyni 

wyrastający spod ciemnej ziemi  mchem o kolorze ciszy

kamieniem pokrytym piaskiem

zapachem świeżego mleka

z miski czarnego kota

opowieścią znad mgły poranka

dzieci bez głosu

cienie prężące się nocą

na niebie bez gwiazd

budzą żyjących

patrzą nieruchomo

(niepublikowany)

*

figli della guerra

da qualche parte più in là c’era il sabato

libero dalle preoccupazioni

con il tempo flagellato dalla libertà

la spensieratezza sospesa sotto il cielo

senza le parole pesanti dell’oblio

con la melodia di un’infanzia verde

e nel sonno

venti impetuosi

pioggia torrenziale

pensieri nati sotto gli zoccoli dei cavalli come

il tempo che galoppa verso l’ignoto

proprio dietro le case

nelle foreste oscure

nelle sabbie del deserto

spuntando dalla terra scura

con muschio del colore del silenzio

una pietra ricoperta di sabbia

con il profumo del latte fresco

dalla ciotola di un gatto nero

un racconto venuto dalla nebbia del mattino

figli senza voce

ombre tese nella notte

nel cielo privo di stelle

svegliano i vivi

guardano immobili

(inedita)

***

Alla prima

opowiedz snem

szmaragdową farbą

niemożliwe do opowiedzenia

pokryte kłębkami kurzu

głęboko ukryte tęsknoty

dawno zaginione w czasie światy

jednym pociągnięciem pędzla

zamaluj czerń nocy

wyjmij z szarej nicości

jak się wyjmuje z koszyka

dojrzałe latem jabłka

jasny dzień

muśnięty alabastrem wschodu

blaskiem z obrazów Vermeera

wszystkimi językami nadziei

jasny dzień podążający za jasnym dniem

głęboki jak zieleń malachitu 

delikatny jak szum morza

opowiadający lepszą historię świata 

alla prima przyszłości

kompozycja otwarta

śnij

(Z tomiku "Prze-Błysk")

*

Alla prima

racconta con un sogno

con il colore dello smeraldo

ciò che non si può raccontare

ricoperto da gomitoli di polvere

i desideri profondamente nascosti

i mondi perduti da tempo nel tempo

con un solo colpo di pennello

dipingi di nero la notte

tira fuori dal grigiastro nulla

come si tirano fuori dal cesto

le mele mature d’estate

il giorno luminoso

sfiorato dall’alabastro dell’alba

dallo splendore dei quadri di Vermeer

in tutte le lingue della speranza

un giorno luminoso che segue un giorno luminoso

profondo come il verde della malachite

fragile come il fruscio del mare

che racconta una storia migliore del mondo

alla prima del futuro

composizione aperta

sogna

(Dalla raccolta "Ri-flesso")

***

nieprzewidywalny

tylko raz

dopiero po osiemdziesiątce

opowiedział o czasach

kiedy noc nie mogła oderwać się od dnia

a dom blisko lasu

przestał być bezpieczny

mówił wolno

o wojnie

o Niemcu który otworzył piwnicę

skrywającą pięcioro dzieci

strachu pęczniejącym w gardle

karabinie i cukierkach

wtedy wierzył w

nagłą i niespodziewaną

potem niczego już się nie bał

całe życie

pamiętał smak niemieckich cukierków

w ciemnej piwnicy wypełnionej strachem i ciszą

tak przejmującą jak może być przejmujący sen o śmierci

rodził się nieprzewidywalny los

mojego ojca

(niepublikowany)

*

imprevedibile

una volta soltanto

solo dopo gli ottant’anni

ha raccontato dei tempi

in cui la notte non riusciva a staccarsi dal giorno

e la casa vicino al bosco

aveva smesso di essere un  posto sicuro

parlava lentamente

della guerra

di un tedesco che aveva aperto la cantina

che nascondeva cinque bambini 

della paura che gli si gonfiava in gola

del fucile e delle caramelle

allora credeva nell’

improvviso e nell’inaspettato

poi non ha più avuto paura di nulla

per tutta la vita

ha ricordato il sapore delle caramelle tedesche

nella cantina buia colma di paura e silenzio

così straziante come può esserlo un sogno di morte

nasceva il destino imprevedibile

di mio padre

(inedita)

***

ósemki

obracają się ciała niebieskie

w nieprzeniknionych nocach 

i dniach nieznanych 

obraca się życie

jak w nieprawdopodobnych chwilach jutra

kiedy co noc

Orion uwodzi Plejady

światło rozjaśnia mrok

namiętność księżyca do gwiazd

 budzi pożądliwość przelotnych kochanków

właśnie wtedy w Twoich oczach

obraca się nasza miłość

która pamięta początek

i nie chce znać końca

bliżej nieba

słyszymy rytm własnych serc

obracają się ciała niebieskie

obraca się nasza miłość

kreśli ósemki

(Z tomiku "Rozrzucone") 

*

otto

ruotano i corpi celesti

nelle notti impenetrabili

e nei giorni sconosciuti

ruota la vita

come negli istanti improbabili del domani

quando ogni notte

Orione seduce le Pleiadi

la luce schiarisce l'oscurità 

la passione della luna per le stelle

risveglia il desiderio degli amanti di passaggio

proprio allora nei tuoi occhi

ruota il nostro amore

che ricorda l’inizio

e non vuole conoscere la fine

più vicini al cielo

ascoltiamo il ritmo dei nostri cuori

ruotano i corpi celesti

ruota il nostro amore

disegna degli otto

(Dalla raccolta "Sparsi")

***

marzenia pod lupą

rano prawda miesza się z zapachem kawy

ontologia poranków

później nie ma już czasu 

na teorię bytów

rzeczywistość nasycona rzeczami i codziennością

pospieszana attosekundami

rozbija się o sen 

płytki

zbyt krótki

przerywany bezdechem

skurczami serca

wieczorem prawda

miesza się z migotaniem gwiazd

wszechświat za oknem

boty penetrują marzenia

prawda jak sen 

przygląda się światu

zastyga w zdumieniu

niczym żona Lota

( Z tomiku "Rozrzucone")

*

sogni sotto la lente

al mattino la verità si mescola al profumo del caffè

l’ontologia dei mattini

poi non c’è più tempo

per la teoria degli esseri

la realtà intrisa di cose e quotidianità

incalzata dagli attosecondi

si infrange contro un sogno

superficiale

troppo breve

interrotto dall’apnea

dalle contrazioni del cuore

la sera la verità

si mescola al tremolio delle stelle

l’universo fuori dalla finestra

i bot penetrano nei sogni

la verità come un sogno

scruta il mondo

si irrigidisce nello stupore

come la moglie di Lot

(Dalla raccolta "Sparsi")

***

Nawłoć a dusza

czarny bez się czerni

szyszki

przykurzona zieleń

czas wzbiera jesienią

nasiąka wiatrem

zwykła kolej rzeczy

bez rzeczy

serce kipi naturą

jeszcze chwila

wpuszczę wolność

pod wrzosowiska

pod leśne ostępy

bezdroża

pod mech wszechrzeczy

bez rzeczy

poszukam duszy 

w żółtych kwiatach nawróci

przebieram nogami

(Z tomiku "Prze-Błysk")

*

Verga d’oro e anima

il sambuco nero si fa nero

le pigne

il verde impolverato

il tempo aumenta in autunno

si impregna di vento

il normale corso delle cose

senza cose

il cuore ribolle di natura

ancora un attimo

lascerò entrare la libertà

sotto le brughiere

sotto i recessi del bosco

nelle terre senza sentieri

sotto il muschio di tutte le cose

senza cose

cercherò l’anima

nei fiori gialli tornerà 

scalpito

(Dalla raccolta "Ri - flesso")

*** 💥

nigdy nie wyrosłam z dzieciństwa

z polnych dróg dziadków

ciepłych siostrzanych rąk

z zachodów słońca nad jeziorem

brzęczały słodko pszczoły

opowieści sączyły się w krew

dlaczego źle być kobietą mamo

drzewa szumiały nad głową

słyszałam tyle sekretów

co się może zdarzyć

między mężczyzną a kobietą

jaskółki krążyły nisko

kot nigdy nie wróżył nic złego

czego mam się bać mamo

powietrze takie lepkie

złote kłosy schylają się nad ziemią

spadają czerwone płatki dzikich róż

przekraczam rzekę wspomnień języka

biegnę wśród falujących łąk

(Z tomiku "Jak gdyby")

*

non sono mai cresciuta fuori dall’infanzia

dalle strade di campagna dei nonni

dalle calde mani delle sorelle

dai tramonti sul lago

le api ronzavano dolcemente

i racconti filtravano nel sangue

perché è male essere donna, mamma

gli alberi stormivano sopra la testa

sentivo tanti segreti

su ciò che può accadere

tra un uomo e una donna

le rondini volavano basse

il gatto non aveva mai predetto nulla di male

di cosa devo avere paura, mamma

l’aria così appiccicosa

le spighe dorate si chinano verso terra

cadono petali rossi di rose selvatiche

attraverso il fiume dei ricordi della lingua

corro tra i prati ondeggianti

(Dalla raccolta "Come se")

***

Pisać pamięcią

pojawiają się nagle

świtaniem chmur

narastają Czasem

wyraziste jak wyrazista jest chwila obecna 

wydają się prawdziwe

nawet prawdziwsze od wczoraj

kosze pełne zapachów

dojrzałego lata

wybujałe słońcem i deszczem trawy 

z biedronkami wzlatującymi prosto do nieba

chabry z postrzępionymi płatkami 

piękne choć śmiertelnie trujące tojady zatrzymane w kiedyś

i one 

gruszki cukrówki rozpalające emocje

wspomnienia toczące się 

jak zielone kosztele w sadzie dziadków

ciepło wczesnego południa 

zaczyna smakować jak tamto lato

pełne plastrów miodu 

które dziś tak ogrzewają serce

mogę pisać pamięcią

( niepublikowany)

*

Scrivere con la memoria

appaiono all’improvviso

come l’alba delle nuvole

crescono col Tempo 

nitide come è nitido il momento presente

sembrano vere

persino più vere di ieri

cesti colmi dei profumi

della tarda estate

erbe cresciute rigogliose di sole e di pioggia

con coccinelle che si alzano in volo dritte verso il cielo

fiordalisi dai petali sfrangiati

bellissimi, anche se velenosi fino alla morte, gli aconiti, rimasti fermi in un tempo lontano

e anche esse

pere zuccherine che accendono emozioni

ricordi che rotolano

come le verdi koszele nel frutteto dei nonni

il calore del primo mezzogiorno

comincia ad avere il sapore di quell’estate

colma di favi di miele

che ancora oggi scaldano tanto il cuore

posso scrivere con la memoria

(inedita)

***

Commenti