Focus / Fokus: Gabriella Cinti e il suo mondo poetico visionario / Gabriella Cinti i jej wizjonerski świat poetycki


Commento e traduzione in lingua polacca Izabella Teresa Kostka.
Komentarz i przekład z języka włoskiego Izabella Teresa Kostka.
***
Gabriella Cinti, foto pubblicate con il consenso dell'autrice, pagina Facebook 
***
          Le dieci poesie scelte di Gabriella Cinti, pubblicate oggi nel mio spazio letterario, si rivelano come uno spazio visionario, quasi surreale, attraversato da sfumature tematiche universali e sorprendenti: l’amore come forza cosmica, la memoria come luogo sacro, il linguaggio come presenza vibrante e insufficiente, nonché la metamorfosi biologica e universale dell’essere.
        Il dato biologico, cosmico e scientifico si trasfigura con grande agilità in esperienza strettamente lirica, e il linguaggio oltrepassa i limiti del dicibile e dell’ovvio per diventare vibrazione, energia, presenza vivente. Il verso fluttua e si espande liberamente tra simboli e nuclei spaziali d’immagini, in cui amore, assenza, memoria e desiderio si intrecciano in una continua metamorfosi. Davanti ai nostri occhi sfilano con grazia balene, gibboni, buchi neri, trilobiti, elettroni, salmoni in fuga e oceani paleozoici. Il lessico preso in prestito dalla scienza e dalla zoologia è privo di freddezza descrittiva e viene reinserito in una formula altamente affettiva. Ogni creatura diventa figura dell’attrazione e della ricerca dell’altro. L’universo intero partecipa a una legge di “gravitazione emotiva”, dove ogni parola si fa stella, pianeta vivente in continuo movimento. Mai sufficiente, mai abbastanza, perché: “... la parola non salva”. È in questa verità nuda e cruda che la poesia di Gabriella Cinti trova la sua essenza più intensa ed emozionante. I versi si spezzano, si espandono per sillabe aggiunte, tentando di saziare il vuoto e ogni mancanza. Accanto alla dimensione cosmica, dalle poesie di Gabriella Cinti trabocca una forte sacralità del giorno comune. Ed è proprio qui, nei cassetti, nei guanti, nei piccoli oggetti domestici, nella memoria della madre, che si rivela una forza protettiva, un’essenza vitale e quasi primordiale, una reliquia del tempo capace di custodire la fragile esistenza umana. È una scrittura altamente pluridimensionale che attraversa tempi storici diversi, dal Cambriano alla fisica quantistica, per ricondurre tutto a un’unica domanda originaria: come sopravvivere alla separazione e trasformare il desiderio in una forma reale. Leggere le liriche di Gabriella Cinti significa entrare in un ambiente di metamorfosi continua, dove il cosmo pulsa insieme al corpo e l’amore tenta di dare ordine al caos onnipresente. Vorrei sottolineare che uno degli aspetti più originali di questi testi è la fusione del lessico lirico con quello scientifico. Termini appartenenti all’astrofisica, alla genetica, alla paleontologia o alla fisica quantistica non vengono utilizzati come semplice addobbo linguistico, ma assumono una funzione strutturale. La gravitazione, le onde, gli elettroni, i buchi neri, il sonar delle megattere diventano metafore della relazione amorosa e della memoria stessa. Il cosmo non funge da semplice sfondo, ma diventa organismo vivente e specchio dell’interiorità. Nulla è come sembra: le specie si fondono, i confini anatomici si dissolvono, il soggetto si immagina balena, uccello, primate, particella, onda. In “Acrobazie delle specie” l’identità individuale si trasforma in un movimento incessante di trasmigrazione biologica e simbolica: il canto dei gibboni, il sonar delle megattere, il trillo, il gorgheggio, la sillaba stessa diventano immagini di una comunicazione primordiale. Al centro della raccolta poetica emerge però il tema dell’assenza. L’amore è quasi sempre distante e incompiuto, fluttua tra volto cosmico e vulnerabilità umana, attraversando l’intera scrittura della poetessa. Tutti i testi mostrano una forte inclinazione metaforica e visionaria, con un linguaggio intriso di neologismi (“archeosorriso”, “caldavociante”, “ornitosolare”) e formule foniche che creano un quadro verbale imprevedibile e mutevole.
        La scrittura di Gabriella Cinti rappresenta così un affascinante incrocio tra sapere scientifico, mito e lirismo, capace di raccontare la storia dell’essere umano nel suo stato di costante e universale trasformazione.

Izabella Teresa Kostka, giugno 2026


*


          Dziesięć wierszy wybranych Gabrielli Cinti, które publikuję dziś w mojej przestrzeni literackiej, jawi się jako przestrzeń wizjonerska, niemal surrealistyczna, przeniknięta uniwersalnymi i zaskakującymi tonami tematycznymi: miłością jako siłą kosmiczną, pamięcią jako miejscem świętym, językiem jako obecnością wibrującą i często niewystarczającą, a także biologiczną i uniwersalną metamorfozą istnienia.
     To, co biologiczne, kosmiczne i naukowe, z niezwykłą swobodą przekształca się w doświadczenie ściśle liryczne, a język przekracza granice tego, co wypowiadalne i oczywiste, stając się pulsem, energią, żywą obecnością. Wersy szybują i rozszerzają się swobodnie pomiędzy symbolami i przestrzennymi jądrami obrazów, w których miłość, nieobecność, pamięć i pragnienie splatają się w nieustannej metamorfozie. Przed naszymi oczami z gracją przesuwają się wieloryby, gibony, czarne dziury, trylobity, elektrony, uciekające łososie i paleozoiczne oceany. Słownictwo zapożyczone z nauki i zoologii pozbawione jest opisowego chłodu i zostaje wpisane w głęboko afektywną formułę. Każde stworzenie staje się figurą przyciągania i poszukiwania drugiego istnienia. Cały wszechświat uczestniczy w prawie "emocjonalnej grawitacji”, gdzie każde słowo staje się gwiazdą, żywą planetą pozostającą w nieustannym ruchu. Słowo jednak nigdy nie wystarczy, ponieważ: "… słowo nie ocala”. To właśnie w tej nagiej i surowej prawdzie poezja Gabrielli Cinti odnajduje swoją najbardziej intensywną i poruszającą esencję. Wersy pękają, rozszerzają się poprzez dodawane sylaby, próbując nasycić pustkę i każdą absencję. Obok wymiaru kosmicznego, z poezji Gabrielli Cinti wyłania się silna sakralność codzienności. I właśnie tutaj, czyli w szufladach, rękawiczkach, drobnych przedmiotach domowych, w pamięci matki, objawia się siła ochronna, życiowa i niemal pierwotna esencja, relikwia czasu zdolna ocalić kruchą ludzką egzystencję. Jest to pisarstwo wysoce wielowymiarowe, przemierzające różne epoki historyczne od kambru po fizykę kwantową, aby sprowadzić wszystko do jednego pierwotnego pytania: jak przetrwać rozłąkę i przekształcić pragnienie w rzeczywistą formę. Czytanie liryk Gabrielli Cinti oznacza wejście w przestrzeń nieustannej metamorfozy, gdzie kosmos pulsuje razem z ciałem, a miłość próbuje nadać porządek wszechobecnemu chaosowi. Chciałabym podkreślić, że jednym z najbardziej oryginalnych aspektów tych tekstów jest połączenie słownika lirycznego z językiem nauki. Terminy należące do astrofizyki, genetyki, paleontologii czy fizyki kwantowej nie są używane jako zwykła ozdoba językowa, lecz pełnią funkcję strukturalną. Grawitacja, fale, elektrony, czarne dziury, sonar humbaków stają się metaforami relacji miłosnej i samej pamięci. Kosmos nie stanowi jedynie tła, lecz staje się żywym organizmem i zwierciadłem wnętrza. Nic nie jest takie, jakim się wydaje: gatunki stapiają się ze sobą, granice anatomiczne zanikają, a podmiot wyobraża sobie siebie jako wieloryba, ptaka, naczelnego, cząstkę, falę. W "Akrobacjach gatunków” tożsamość jednostki przekształca się w nieustanny ruch biologicznej i symbolicznej transmigracji: śpiew gibonów, sonar humbaków, trel, świergot, sama sylaba. Elementy te stają się obrazami pierwotnej komunikacji. W centrum prezentowanego tomu poetyckiego pojawia się jednak temat nieobecności. Miłość jest niemal zawsze odległa i niespełniona, oscyluje pomiędzy kosmicznym obliczem a ludzką kruchością, przenikając całą twórczość poetki. Wszystkie teksty wykazują silną skłonność metaforyczną i wizjonerską, z językiem nasyconym neologizmami ("archeouśmiech”, "gorącogłosny”, "ornitosłoneczny”) oraz formułami fonicznymi, tworzącymi nieprzewidywalny i zmienny obraz werbalny.
            Pisarstwo Gabrielli Cinti stanowi fascynujące skrzyżowanie wiedzy naukowej, mitu i liryzmu, zdolne opowiedzieć historię człowieka w stanie nieustannej i uniwersalnej przemiany.


Izabella Teresa Kostka, czerwiec 2026


***

SOGNO DI MEGATTERA


Dovrei prendermi per mano
con dita affiorate da dentro

per consolare la balbuzie dei passi, 
fiochi per silenzio d’amore.

Aggiungo, come in greco,
un dito di sillaba in fondo 
alla parola, per parlarti più da vicino.

La frase rinunciata riposa tra i cuscini,
tra fibre di lino, come un antico ricamo,

il nome del vuoto nel vuoto del nome

cameo di assenza nella solitudine 
inamidata delle lenzuola.

Ama il sonno, il dolore, 
corteggia la notte delle cose, 
dove memoria cede al sogno, 

lo stesso abisso: mai illesa fu l’uscita.

Ci si dilegua per troppo sole 
o troppo oscuro indugio.

In folla i desideri dissolti
come i cinquemila salmoni 
fuggiti in massa per l’eclissi, 
cronaca e destino, allineati 
in comune sottrazione 

e la parola non salva.

Amore assente che non arresta il buio...

Per estremo tento il volo rovesciato,
modulando l’ultimo sonar
ma di te, Megattera smarrita nell’oltre,
incontro solo le tue lacrime azzurre,
prestate ai miei occhi.


*


SEN O HUMBAKU

Powinnam wziąć siebie za rękę
palcami wynurzonymi ze środka

by ukoić jąkanie kroków,
przygasłych od milczenia miłości.

Dodaję, jak po grecku,
szczyptę sylaby na końcu
słowa, by mówić do ciebie z bliska.

Wypowiedziane zdanie spoczywa między poduszkami,
wśród włókien lnu, jak dawny haft,

imię pustki w próżni imienia

kamea nieobecności w wykrochmalonej
samotności prześcieradeł.

Pokochaj sen, cierpienie,
zalecaj się do nocy rzeczy,
gdy pamięć ustępuje snowi,

tej samej otchłani: wyjście nigdy nie było nietknięte.

Rozpływamy się od nadmiaru słońca
lub zbyt mrocznego wahania.

W tłumie, marzenia rozproszone
jak pięć tysięcy łososi
uciekających masowo podczas zaćmienia,
kronika i przeznaczenie, wszystko ustawione 
we wspólnym odejmowaniu

a słowo nie ocala.

Nieobecna miłości,ty, która nie powstrzymujesz ciemności...

W ostateczności próbuję odwróconego lotu,
modulując ostatni sonar,
lecz z ciebie, Humbaku zagubionego w tamtym świecie,
spotykam jedynie błękitne łzy,
użyczone mym oczom.

***

LA MIA DISORDINATA SALVEZZA

(pensando a mia madre)

Una mattina intera a frugare nel cassetto
e cercare il senso della vita
e dell’oltrevita.

Nella sciarada delle cose, i piccoli oggetti,
inteneriti amuleti, 
bisbigliano per me
dalla culla confusa di un mobile.

Forbicine disarmate 
tra nastrini dormienti;
la vita contemplativa degli oggetti 
mi insegna il riposo filosofico.

Nella scompigliata geometria dei miei giorni
 - armadi di ore in subbuglio -
ascolto la lingua del divenire,

le cose sovrapposte in un abbraccio,
si fanno miraggio per le mie mani
in perenne disincontro delle tue.

In fondo al cassetto la piccola storia dell’esistere 
riposa pacata tra i guantini di primavera, 

improbabili come i miei desideri, ricamati
come i miei voli più preziosi.

Sarà questo il saluto del giorno,
un ammiccare sonoro dalla zattera di legno, 
dimidiato sacrario 

micro arca dimessa
per perpetuare carabattole e memoria,
la redenzione minima 
di un incerto tempio domestico, 

la mia disordinata salvezza.


*


ME NIEUPORZĄDKOWANE OCALENIE
(myśląc o mojej matce)

Cały poranek grzebać w szufladzie,
szukając sensu życia
i pozażycia.

W szaradzie małych rzeczy przedmioty,
czułe amulety,
szepczą do mnie
z roztargnionej kołyski mebla.

Rozbrojone nożyczki
wśród śpiących wstążeczek;
kontemplacyjne życie przedmiotów
uczy mnie filozoficznego odpoczynku.

W rozczochranej geometrii mych dni
- szafy godzin w zamęcie -
słucham języka stawania się,

rzeczy ułożone na sobie w ścisku
stają się mirażem dla mych dłoni
w wiecznym rozmijaniu się z twoimi.

Na dnie szuflady mała historia istnienia
spoczywa spokojnie wśród wiosennych rękawiczek,

niesamowitych jak me pragnienia, haftowanych
jak moje najcenniejsze loty.

Może to właśnie będzie pozdrowieniem dnia,
dźwięcznym mrugnięciem z drewnianej tratwy,
podzieloną świętością

małej, skromnej arki
dla ocalonych bibelotów i wspomnień,
minimalnego odkupienia
niepewnej domowej świątyni,

mego nieuporządkowanego ocalenia.

***

MATTINO D’ORIGINE

Savana d’aria l’alba di oggi
esplosa come nel Cambriano,
l’ossigeno degli dèi
per i trilobiti, coloni della vita,
i primi occhi del mondo,
e per me, bipede sognante.

Il tempo del mito mi cinge ad anello, 
polverizzatele gerarchie di memorie.

La cerimonia del respiro
simula il ritmo del volo a bordo
di nubi, per raggiungerti.

Nutro la parola di danze rosse, corniole di suoni
per sillabare l’origine.

Alle sette del mattino,
il caolino del sogno mi imbianca per rito.

Navigo la famiglia dei vivi per intermittenze,
lampi d’acqua per il trasmigrare sacro
all’inizio dell’universo.

Aspersa di primordi, nuoto il tempo
tra totem liquidi ed estasi di antichi oceani,
fruscianti dei primi sacri sussulti.

Trascendere a ritroso, 
in Tuffo cosmogonico,
nel cuore paleozoico dell’abisso,

a dirompere l’origine
nel prodigio supremo della forma.



*

PORANEK POCZĄTKU

Sawanna powietrza dzisiejszy świt
eksplodujący jak w kambrze,
tlen bogów
dla trylobitów, kolonizatorów życia,
pierwszych oczu świata
i dla mnie, śniącego dwunożca.

Czas mitu oplata mnie pierścieniem,
rozpraszając hierarchie wspomnień.

Ceremonia oddechu
naśladuje rytm lotu na pokładzie
chmur, by dotrzeć do ciebie.

Karmię słowo czerwonymi tańcami, karneolami dźwięków,
by sylabizować początek.

O siódmej rano
kaolin snu wybiela mnie swym rytuałem.

Żegluję w rodzinie żywych drgań,
błysków wody w świętej transmigracji
ku początkowi wszechświata.

Skropiona pierwocinami, płynę w czasie 
między płynnymi totemami i ekstazą starych oceanów,
szeleszczących pierwszymi świętymi drżeniami.

Podążam wstecz,
w kosmogonicznym zanurzeniu,
ku paleozoicznemu sercu otchłani,

by rozedrzeć początek
w najwyższym cudzie formy.


***

LA MIA SETE DI DUE

Come l’incontro dei due buchi neri 
in un angolo di universo
a un miliardo di anni luce
   - proprio due - 

l’onda generata
ad avvolgere la terra.

Questo prodigio è pure tra gli umani,
il due dell’incontro
scintilla energia su frequenze
sottili e misteriose,

la gravitazione d’amore
per gli ammassi stellari
delle anime amanti,

moto perpetuo negli spazi 
astrali o inquietudine urbana
sfilacciata d’assenza, 
nella sponda minima dove mi rallegro 
dei tuoi assedi per metafore.

Poche parole, rotonde e roteanti,
filamenti slanciati dal primo nucleo,
affiorate nel battito doppio del cuore

nella elica doppia della vita,
nel due della sillaba
negli occhi espansi dell’universo.

*


MOJE PRAGNIENIE DWOJGA

Jak spotkanie dwóch czarnych dziur
w zakątku wszechświata
oddalonym o miliard lat świetlnych
- właśnie dwóch -

jest fala przez nie wzbudzona
obejmująca ziemię.

Ten cud istnieje także między ludźmi,
dwoistość spotkania
iskrzy energią na
subtelnych i tajemniczych
częstotliwościach,

grawitacja miłości
wśród gwiezdnych gromad
kochających się dusz,

perpetuum mobile w przestrzeniach
astralnych lub miejskim niepokoju
postrzępionym absencją,
na najmniejszym brzegu, gdzie cieszą mnie
twe oblężenia metaforami.

Kilka słów, okrągłych i wirujących,
smukłych filamentów wypartych z pierwszego jądra,
zrodzonych w podwójnym biciu serca,

w podwójnej spirali życia,
w dwoistości sylaby,
w rozwartych oczach wszechświata.


*** 


GRAVITAZIONE


Increspata aria dell’universo,
scontri dei corpi oscuri,
pieghe ondose di memoria 
nel tempo-spazio, titani assiali 
a muovere flessuosi il vortice 
elettrico nel cosmo

e noi, ai piedi del tutto
solo misere frane 
e cadute d’amore senza suoni,
flutti anche noi
e gravità di memoria. 

Poter sopravvivere all’assenza,
non sciogliersi in filamenti strinati
con la resistenza di catapulte astrali.

Generoso mistero stellare,
la vista del sole, riflesso radiale,
donata a noi per minuti sottratti al nulla.

Così è il mio pensiero di te,
agglutinato amore impresso
in retina d’anima, 

invisibile cometa affusata 
in fondo allo scrigno del respiro.


*

GRAWITACJA

Pomarszczone powietrze wszechświata,
zderzenia ciemnych ciał,
falujące fałdy pamięci
w czasoprzestrzeni, 
tytani na osi
poruszający giętko elektryczny
wir kosmosu

a my, u stóp tego wszystkiego,
jedynie nędzne osuwiska
i bezdźwięczne upadki miłości
oraz fale
i grawitacja pamięci.

Móc przetrwać absencję,
nie rozpuścić się w poszarpanych włóknach
o wytrzymałości astralnych katapult.

Hojna gwiezdna tajemnico,
widok słońca, promienisty refleks,
dany nam na minuty wydarte nicości.

Takie jest me myślenie o tobie,
scalona miłość odciśnięta
w siatkówce duszy,

niewidzialna smukła kometa
na dnie szkatuły oddechu.

*** 

IL CANTO DEL DUE DEI GIBBONI


Scimmia minore, e immensa 
Prima depositaria dell’armonia
musicale nella tua voce, 

hai inventato i duetti d’amore
e sei luce di grazia per il prodigio 
delle tue canzoni innate.

Tu che canti conferme d’amore, 
non per rapace conquista
e ne vivi il dono come 
misteriosa eccezione, 

monogama per destino
tra i tuoi spaiati fratelli maggiori 

splendi per elezione genetica 

tu che incidi il cielo 
di commoventi serenate piteche, 
non gli alberi, ma l’astrazione dell’aria 
e fai dell’amore un’arte sonora, 

hai colmato per unicità così tanto 
le distanze che mi arrivi 
caldavociante a rinnovare la vita 

nel tuo assolo prima dell’alba e oltre il tempo
fino alle orecchie del mio mattino storico, 

intatto trillo di suoni consapevoli, 
espansa seduzione dai tuoi grandi occhi 

a cantare il preumano canto d’amore del due.



*


PIEŚŃ DWOJGA GIBONÓW

Mniejsza małpo, a ogromna,
Pierwsza strażniczko harmonii
muzycznej w swoim głosie,

to ty wynalazłaś miłosne duety
i jesteś wdzięcznym światłem 
dla swych cudnych 
wrodzonych pieśni.

Ty, która wyśpiewujesz zapewnienia miłości
nie dla drapieżnego podboju
i przeżywasz ten dar jako
tajemniczy wyjątek,

monogamiczna z przeznaczenia
pośród swych niesparowanych większych braci,

jaśniejesz jako wybranka genów

Ty, która rozcinasz niebo
wzruszającymi małpimi serenadami,
nie drzewa, lecz abstrakcję powietrza
i czynisz z miłości sztukę dźwięku,

tak bardzo wypełniłaś swą wyjątkowością
wszelki dystans, że docierasz do mnie,
ciepłogłosna, by odnowić życie

w swej solówce przed świtem i poza czasem,
aż do uszu mego historycznego poranka,

nienaruszony trel świadomych dźwięków,
rozszerzający się czar wielkich oczu,

by odśpiewać przedludzką pieśń miłości dwojga.


***

IL VINO D’ARIA DELLA PRIMAVERA


Inizio d’aria
come nascere in amore,
le carte gualcite degli incontri
offuscate da pioggia di petali:

anche la memoria cerca 
carezze nella luce
e la lente dell’istante

lucida il desiderio,
fino al pulviscolo di fuoco
del lampo nascente.

Frattali d’anima
a sbocciare in germogli,

le parole della luce,
mio scudo di fiori.

Risplende anche il silenzio,
lavato d’aria e fresco 
di nuove altezze.

Le parole, dentro un tepore
angelico di annunci,
ritessono la bandiera strappata
di ogni abbandono.

Per fasci di sospiri
tento con Miele di utopia
di incrinare i bordi
perfetti del no.

Tra le fondamenta inospitali
del vuoto, edilizia 
intrepida del cuore

vibra di confidente abbrivio, 
effusa in archeosorriso,
a mitigare i rintocchi delle Moire.


*


POWIETRZNE WINO WIOSNY

Początek powietrza 
jak narodziny w miłości,
pogniecione karty spotkań
zamglone deszczem płatków.

Także pamięć szuka
pieszczot w światłości,
a soczewka w danej chwili 

poleruje pragnienie,
aż po ognisty pyłek
rodzącego się błysku.

Fraktale duszy
rozkwitające pąkami,

świetliste słowa,
moja tarcza z kwiatów.

Lśni również cisza,
obmyta powietrzem i odświeżona 
nowymi wysokościami.

Słowa, w anielskim cieple
zwiastunów,
na nowo tkają rozdarty sztandar
każdego porzucenia. 

W snopach westchnień
próbuję Miodem utopii
nadkruszyć doskonałe
krawędzie "nie”.

Pośród niegościnnych fundamentów
pustki, w nieustraszonej architekturze serca,

drży ufny rozbieg,
szerzący się w archeouśmiechu,
by łagodzić bicie dzwonów Mojr.



***
AMORE QUANTICO

Nevica dentro la freccia del tempo
e la corsa rallenta nel bianco, 
i giochi sottili tra elettroni di ghiaccio
vorticano tra i poli del noi. 

La vita in mezzo ruota in un balzo,
espansa, bersaglio di vento 
sporge dallo schermo rifranto.

Onde di probabilità le cose
e i passi nostri nel mondo parallelo,
ai semafori dell’universo,

fantasmi quantici vibranti
oltre il prisma del possibile.

La storia del trovarsi 
quando l’ombra tua smisurata
copriva l’orbita del riconoscersi

e le brevità nostre hanno
intrecciato parole a sostituire
le gite nella vita, a perdifiato per altro respiro.

Lo snodo è una cruna incerta,
lo specchio ambiguo di Alice 
distorce i corpuscoli di voce 

ma basta una svolta obliqua 
del cammino stellare
e lo ritrovo intero, 

ricomposto ogni volta
tra urti di particelle, 
granelli d’anima e nostro tesoro.

Il seme immortale 
del nostro Inizio.


*


MIŁOŚĆ KWANTOWA

Śnieży wewnątrz strzały czasu
i bieg zwalnia w bieli,
subtelna gra między lodowymi elektronami
wiruje między biegunami naszego "my”.

Życie pośrodku obraca się skacząc,
rozszerzone i wystawione na wiatr
wysuwa się poza pęknięty ekran.

Rzeczy są falami prawdopodobieństwa,
tak jak nasze kroki w równoległym świecie,
na światłach wszechświata

to drgające kwantowe widma
poza pryzmatem możliwości.

Historia odnalezienia się,
gdy twój bezkresny cień
przesłaniał orbitę rozpoznania,

a nasza ulotność zdołała
spleść słowa, by zastąpiły
życiowe wędrówki, wyczerpane szukaniem innego oddechu.

Węzeł jest niepewnym uchem igły,
dwuznaczne lustro Alicji
zniekształca cząstki głosu

i wystarczy ukośny zwrot
na gwiezdnej ścieżce,
a odnajdę je całe

za każdym razem odtworzone
wśród zderzeń cząstek,
ziaren duszy i naszego skarbu.

Nieśmiertelne ziarno
naszego Początku.

***


ACROBAZIE DELLE SPECIE

Quando l’abisso è cielo
con titanico slancio di balena
salto anch’io nell’oltre, 
con quaranta tonnellate di parole, 

molte galleggiano naufraghe
a pelo dell’acqua,
salmastre e senza presa.

Il resto mi assomiglia,
logoderma capace di volo,
ali di pinne per rendere fogli d’aria,
per resistere al disamore:
canto cetaceo del mistero 
zampilla in suoni sulla pelle.

Se spiaggiassi, 
in mutazione piteca,
meno ingombrante,
a cavalcioni sul non esserci,
ti parlerei da foglia a foglia

e per riprendere il salto
mi farei ornitosolare
per amore della luce

tintinnando stormi di parola
in caduta libera tra le dune
del tempo nostro, sillabe
affusolate in gorgheggi:

le riconosceresti appollaiato
in quel ramo di destino 
che ti ha stremato falangi e sorrisi.

E vanno, vanno i flutti assolati delle specie,
i pensieri azzurri delle foche,
i sospiri piumati degli aironi,
uomini e microbi, molecole in fuga 
del Grande Volo.

Troviamoci qui, ora, 
nell’ultima metamorfosi,
nelle ore rosse
del prodigio, a congiungere 
tutti i profili del vivente,

nella felicità anatomica dell’istante.

*


AKROBACJE GATUNKÓW

Kiedy otchłań staje się niebem,
z tytanicznym rozmachem wieloryba
ja także skaczę w dal poza granice,
z czterdziestoma tonami słów.

Wiele z nich dryfuje jak rozbitkowie
tuż przy powierzchni wody,
są słone i pozbawione oparcia.

Reszta jest do mnie podobna,
zużytoskóra, zdolna do lotu,
z płetwami-skrzydłami, by tworzyć kartki powietrza,
by opierać się nie-miłości:
sekretny śpiew waleni
tryska dźwiękami na skórze.

Gdybym utknęła na brzegu
w małpiej przemianie,
mniej nieporęcznie
okrakiem na nieistnieniu,
mówiłabym do ciebie z liścia do liścia.

I by znów skoczyć 
stałabym się ornitosłoneczna
z miłości do światła,

brzęcząc stadami słów
w swobodnym spadaniu między wydmami
naszego czasu, smukłymi 
sylabami w trelach.

Rozpoznałbyś je, przysiadłszy
na gałęzi przeznaczenia,
która znużyła twe palce i uśmiechy.

I płyną, płyną słoneczne fale gatunków,
błękitne myśli fok,
pierzaste westchnienia czapli,
ludzie i mikroby, uciekające cząsteczki
Wielkiego Lotu.

Spotkajmy się tutaj i teraz,
w ostatniej metamorfozie,
w czerwonych godzinach
cudu, by połączyć
wszystkie oblicza życia,

w anatomicznym szczęściu chwili.

***
LA STRADA DI DENTRO

La via chiara,
da tempo ne hai le chiavi,
invisibili come le incerte dita
che sorprendenti sciolgono i nodi.

Se ci pesassero le anime
– a me e a te –
la bilancia di psicostasia 
penderebbe verso di me
se non altro per gravità d’amore.

Come le olle oranti degli antichi Dauni, 
quante volte ho aperto mani 
d’anima tese all’Universo
in eterni voti.

Come la parola insegue la verità
fino all’ultima sillaba,
così non smetterò mai di cercarti
presente assente
per carpire e capire essenza d’amore,
evidente anche ai più distratti.

Ogni volta che dico fine
vedo il vero nei tuoi occhi
e le frasi nere scricchiolano di falso:
come la luce al mattino
innegabile anche ai più distratti.
 
Vestiti d’argento gli elettroni pensiero
vanno senza posa tra noi,
tessono una storia di cellule, 
la stessa vibrata trama,
allignata resistenza a ogni negazione.

A noi resta solo la pace 
di Miele dell’accoglienza,
dimettere gli scogli 
di ogni vacua resistenza, 

prendere la strada di dentro,
l’oro della parola pronunciata,
il tuffo verticale nel destino.


*




DROGA DO WEWNĄTRZ

Jasna droga,
od dawna masz do niej klucze,
niewidzialne jak niepewne palce,
które z zadziwiającą łatwością rozwiązują węzły.

Gdyby zważono nasze dusze
- moją i twoją -
szala psychostazji
przechyliłaby się ku mnie,
choćby tylko pod ciężarem miłości.

Jak modlitewne naczynia starożytnych Daunów,
ileż razy otwierałam dłonie duszy,
wyciągnięte ku Wszechświatowi
w wiecznych ślubowaniach.

Jak słowo, co ściga prawdę
aż do ostatniej sylaby,
tak ja nigdy nie przestanę cię szukać,
obecna nieobecna,
by pojąć i uchwycić istotę miłości,
oczywistą nawet dla najbardziej roztargnionych.

Za każdym razem, gdy mówię "koniec”,
widzę prawdę w twych oczach,
a czarne zdania trzeszczą fałszem;
jak światło o poranku,
niezaprzeczalne nawet dla najbardziej roztargnionych.

Elektrony myśli, odziane w srebro,
krążą nieustannie między nami,
tkają historię komórek,
tę samą drgającą tkaninę,
zakorzeniony opór wobec wszelkiego zaprzeczenia.

Pozostaje nam już tylko pokój 
Miodowej gościnności, 
by odłożyć na bok skały jałowego oporu,

obrać drogę do wewnątrz,
złoto wypowiedzianego słowa,
pionowy skok w przeznaczenie.


***

***
Per altri articoli dedicati a psicologia, curiosità, benessere, scienza e divulgazione visita anche Italia News Post:


Commenti