Focus / Fokus: Rita Stanzione e le poesie come un soffio di costante ispirazione / Wiersze jak tchnienie nieustającej inspiracji
Komentarz i przekład z języka włoskiego Izabella Teresa Kostka.
***
"Passerà. Tutto passa. Non c’è sogno peggiore della vita. E anche questo passa."
cit. Marek Hłasko "Racconti"
La vita è un sogno in cui nulla è univoco e la luce si intreccia con l’ombra, la corporeità abbraccia la spiritualità, il corpo diventa respiro e l’esistenza poesia. Rita Stanzione è l’incarnazione di una raffinata armonia tra la profondità della parola e la sua aura eterea, che, grazie al talento poetico dell’autrice, dispiega davanti al lettore spazi di una sorprendente multidimensionalità emotiva.
Presentate oggi "Le quindici poesie scelte" planano davanti alle nostre menti come un unico respiro multicolore, una costellazione di immagini spesso oniriche che oscillano tra corpo e tempo, tra nascita e perdita, tra desiderio e sparizione. È un infinito moto ondoso di versi imprevedibili e mai banali, in cui ogni testo sembra emergere da una materia fluttuante e sensoriale. Il lessico usato dall’autrice è densamente evocativo, scolpito da sinestesie e metafore quasi surreali che rendono imprevedibile ogni riferimento strettamente logico. Il corpo stesso si rivela come luogo di passaggio e di tensione: lingua, cuore, ventre, pelle non sono mai solo elementi fisici, ma dimensioni in cui il mondo si trasforma, diventa emozione e parola. Il tempo, nelle poesie, non è misurato, ma viene percepito attraverso suggestioni raffinate, mai dirette e piuttosto di carattere “impressionistico”, senza essere definito con precisione. È un tempo interiore, più spirituale, in grado di esprimere con immensa forza l’intensità dell’esperienza e dell’emozione poetica di Rita Stanzione. Passato, presente e futuro convivono in una dimensione quasi simultanea, quasi surreale e onirica, dove “ore, giorni e secoli” si intrecciano e si confondono con magia nella memoria e nell’avvenire. La scrittura della poetessa è come un’immensa tela dipinta di parole sublimi, in cui l’elemento naturale (neve, mare, foglie, cielo) e quello materico (vetro, cenere, sabbia) costruiscono paesaggi interiori spesso aspri, a volte incandescenti, dove la bellezza mite convive con una tensione oscura e inquietante.
La lettura di queste quindici miniature poetiche è un’esperienza quasi spirituale che non cerca risposte definitive, ma resta sospesa nell’incertezza, nella vibrazione sottile di ciò che sfugge e insiste, come un soffio di costante ispirazione.
Izabella Teresa Kostka, maggio 2026
***
"Przejdzie. Wszystko przechodzi. Nie ma gorszego snu jak życie. I też przechodzi."
cyt. Marek Hłasko "Opowiadania"
Życie to sen, w którym nic nie jest jednoznaczne, a światło przeplata się z mrokiem, cielesność tuli do siebie duchowość, ciało staje się oddechem, a istnienie poezją. Rita Stanzione to ucieleśnienie wyrafinowanej harmonii pomiędzy głębią słowa a jego eteryczną aurą, która dzięki poetyckiemu talentowi autorki roztacza przed czytelnikiem przestrzenie o niespodziewanej wielowymiarowości emocjonalnej.
Zaprezentowany dzisiaj przeze mnie cykl " Piętnastu wierszy wybranych" szybuje przed naszymi umysłami niczym jeden wielobarwny oddech, konstelacja obrazów często onirycznych, które oscylują między ciałem a czasem, narodzinami a utratą, pragnieniem a znikaniem. To nieskończony falujący ruch nieprzewidywalnych i niebanalnych wersów, z których to każdy tekst zdaje się wyłaniać jakby z płynnej i zmysłowej materii. Słownictwo używane przez autorkę jest nacechowane sugestywnością, wyrzeźbione z synestezji i niemal surrealistycznych metafor, które czynią nieprzewidywalnym każdy ściśle logiczny punkt odniesienia. Samo ciało ukazuje się jako miejsce przejścia i napięcia: język, serce, łono, skóra nie są nigdy jedynie elementami fizycznymi, lecz prawdziwymi wymiarami, w których świat się przekształca, stając się emocją i słowem. Czas w tych wierszach nie jest mierzony, lecz odczuwany poprzez subtelne, nigdy bezpośrednie sugestie o charakterze "impresjonistycznym”, bez precyzyjnego określenia konturów. To czas wewnętrzny, bardziej duchowy, zdolny wyrazić z ogromną siłą intensywność doświadczenia i poetyckiej emocji Rity Stanzione. Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość współistnieją w niemal jednoczesnym, prawie surrealistycznym i onirycznym wymiarze, w którym "godziny, dni i wieki” splatają się i mieszają w pamięci oraz w przyszłości niczym magia. Pisarstwo poetki przypomina ogromne płótno malowane wysublimowanymi słowami, na którym element naturalny (śnieg, morze, liście, niebo) oraz materialny (szkło, popiół, piasek) budują wewnętrzne pejzaże, często surowe, czasem rozżarzone, a łagodna piękność współistnieje z mrocznym i niepokojącym napięciem.
Lektura tych piętnastu miniatur poetyckich jest doświadczeniem niemal duchowym, które nie szuka ostatecznych odpowiedzi, lecz pozostaje zawieszone w niepewności, w subtelnej wibracji tego, co wymyka się i trwa jak tchnienie nieustającej inspiracji.
Izabella Teresa Kostka, maj 2026
***
SOFFI FUGGENTI
Dove siamo arrivati
e dove ancora
randagi in pugni di terra
briciole di gioia disseminate
come quel “Sì, ti aspetto”
tenuto sulla lingua
‒ lingua che batte nella tua bocca
quando ti parlo, voce nel pozzo
dal desiderio al fondo
Abbiamo scelto strade secondarie, sassi
passi sul cuore, sempre più osato
respirandoci l’oggi e il domani
e ore, giorni e secoli vissuti altrove
Non misuriamo il tempo
‒ il tempo di niente
noi, soffi fuggenti
non deliberati da alcunché
*
ULOTNE PODMUCHY
Dokąd doszliśmy
i dokąd jeszcze dotrzemy
bezdomni w garściach ziemi
okruchy radości rozsiane tak,
jak to "Tak, czekam na ciebie”
trzymane na języku
‒ język, który uderza w twych ustach,
gdy do ciebie mówię, głos w studni
od pragnienia aż po dno
Wybraliśmy boczne drogi, kamienie
kroki w sercu, coraz śmielej
oddychając sobą dziś i jutro
przez godziny, dni i wieki przeżyte gdzie indziej
Nie mierzymy czasu
‒ czasu niczego
my, ulotne podmuchy
nieustanowione przez nic
****
AL BUIO DI UN RITMO CARDIACO
Alle spalle
il cielo è finito
in una colata improvvisa
come mi volto
si trascina anche l’ombra
di me
non c’è luce abbastanza
a immaginare
nuove origini mundi
il cuore si destreggia sul filo
acrobata con le stampelle
più giù l’iniquo prato di neve,
goccia la vena
senso di libertà incustodito
*
W MROKU RYTMU SERCA
Za plecami
skończyło się niebo
nagłym potokiem
gdy się odwracam
ciągnie się także cień
mnie samej
nie ma dość światła,
by wyobrazić sobie
nowe początki świata
serce lawiruje na linie
jak akrobata o kulach
niżej niesprawiedliwa łąka śniegu,
kropla wypływa z żyły,
poczucie wolności bez nadzoru
****
SABLE NOIR
Distesa di nero vulcanico
ne sento l’alito nella scia di fiori bruciati
fiori di vetro, liberi di vagare, migliaia e migliaia
legano nastri infuocati
sulle caviglie
Soffi di tempo si voltano,
sul mare
ondate di rabbia
alzano cenere, lame di fumo
recidono i raggi al tramonto
Piove una notte improvvisa,
non è ancora sera
*
SABLE NOIR (CZARNY PIASEK)
Rozległa przestrzeń czarnego, wulkanicznego piasku
czuję jego tchnienie w śladach spalonych kwiatów
kwiatów ze szkła, wolnych w wędrówce,
ich tysiące i tysiące
wiążą ogniste wstęgi
na kostkach
Podmuchy czasu odwracają się,
nad morzem
fale gniewu
unoszą popiół, ostrza dymu
przecinają promienie o zmroku
Pada nieprzewidziana noc,
to jeszcze nie wieczór
***
AMNIOS
Notti venate d’azzurro
e il sonno del cordone, intorno
Sfumature di un fiato lungo
fasciate e tiepide
di un ordine rarefatto
Io e le verità soggettive
nel siero di una pancia allargata
che m'aspetta nascere
Io e le sveglie sorde
voltate di spalle, in posizione fetale
*
AMNION
Noce żyłkowane błękitem
i sen pępowiny, wokół
Odcienie długiego oddechu
otulone i ciepłe
o rozrzedzonym porządku
Ja i subiektywne prawdy
w surowicy rozszerzonego brzucha,
czekającego, aż się narodzę
Ja i głuche budziki
odwrócone plecami, w pozycji płodowej
****
AVRÒ
avrò un silente grido
cristallizzato attimo
al nugolo di sete che dissolvi
al punto cieco e sempre
sempre a sfiancare, tu
lo spillo in fiore
e stille che trapassano
l’acuto rosa e il viola
ceduto nel tremore
*
POSIĄDĘ
posiądę cichy krzyk
skamieniałą chwilę
w roju pragnień, które rozwiewasz
w ślepym punkcie wciąż
i wciąż do wyczerpania, ty
kolec w kwiecie
i krople, które przenikają
ostry róż i fiolet
oddany drżeniu
****
DIRE DI PERLE ONIRICHE
E i gesti
pesano il tempo
uscendo da se stessi,
gli specchi mandano
miti balletti tra le stanze
una nell’altra ‒ l’ultima
è uno sfuocato plesso.
Esausta
l’ombra di ieri
intorno alla routine
fa staccionate
e chiodi di silenzio,
ma il desiderio
di volteggianti magici
ha il suo museo ‒ e dire
di perle oniriche
è poco.
*
MÓWIĆ O WYŚNIONYCH PERŁACH
Gesty
ważą czas,
wychodząc poza siebie,
lustra rozsyłają
delikatne tańce między pokojem
jednym a drugim — ostatni
jest rozmytym splotem.
Wyczerpany
cień dnia wczorajszego
wokół rutyny
wbija ogrodzenia
i gwoździe z ciszy,
lecz pragnienie
wirujących czarów
ma swoje muzeum — i mówić,
że wyśnionych pereł
to za mało.
****
ONDE DI VETRO
Onde di vetro in una lettera,
unghie di un tempo raggelato
da tacermi. Le luci ciondolate
al piano del respiro: mancamenti.
E la memoria nutre, avvampa incensi
a spazio vivo. D’illogico principio
legare passaporti al vento
sinusoide che torna
dalla prima rosa d’inverno.
*
SZKLANE FALE
Szklane fale w liście,
paznokcie skostniałego czasu,
by mnie przemilczeć. Światła kołyszące się
na poziomie oddechu: omdlenia.
A pamięć żywi i rozżarza kadzidła
w żywej przestrzeni. Nielogiczna zasada to
wiązanie paszportów z sinusoidalnym
wiatrem, powracającym
z pierwszej zimowej róży.
****
IL CANTO NERO DELLE FOGLIE
Sembra il nero
nascondimento di emozioni
‒ dove fruscerebbero le foglie dunque
il loro canto incatenato?
Certe notti sposto le parole
bastano poche ore
e quel mutismo dei colori che non smette finché
non entro nel silenzio dove: dove hai detto
vieni a stare in me ‒ oltre i cinque sensi
E la porta rimane chiusa
perché non sbatta sui respiri dei cuscini
C’è qualcosa di magico nella ragione di un risveglio
se fortuna vuole ci toccheremo ancora
nel cielo fiorito che si allunga ai voli
*
CZARNA PIEŚŃ LIŚCI
Zdaje się, że czerń
jest kryjówką emocji
- gdzie więc wyszumiałyby liście
swój spętany śpiew?
W niektóre noce przesuwam słowa,
wystarczy kilka godzin
i milczenie kolorów, które nie ustaje, aż
nie wejdę w ciszę, w której: w której rzekłeś
przyjdź zamieszkać we mnie - poza pięcioma zmysłami
A drzwi pozostają zamknięte,
by nie trzaskały o oddechy poduszek
Jest coś magicznego w przebudzeniu
jeśli szczęście pozwoli, dotkniemy się jeszcze
w kwitnącym niebie, które zrywa się do lotu
****
SINESI
quel cielo fluente
sempre sempre
obliquo, talvolta
in sinesi
d’aerei che sostano
poi si rialzano
schegge di porfido grigio
lasciandoci qui
al rumore del tempo
*
SYNTEZA
to płynące niebo
zawsze, zawsze
ukośne, czasem
w syntezie
samolotów, które przystają,
potem się wznoszą,
odłamki szarego porfiru
zostawiają nas tutaj
w zgiełku czasu
****
SCURO DOLCE VUOTO
Il mio guardare d’inverno
goccia nel silenzio,
nitido il vuoto che fa vita
senza trama di troppe meraviglie.
Ora è curvare le vetrate,
è la piuma nera sopra il ghiaccio.
Se s’impiglia in una buca,
muoio.
*
CIEMNA, SŁODKA PUSTKA
Moje zimowe spojrzenie
kropla w ciszy,
wyraźna pustka, stająca się życiem
bez zbyt wielu cudów.
Teraz to wyginanie szyb,
to czarne pióro na lodzie.
Jeśli zaplącze się w jakiejś dziurze,
konam.
***
UN LUSSO
È un lusso
lasciar che penda
frugale e chiara
una stilla, una nuova
dal fondo.
Si sporge un viso
malgrado non volessi,
cos’è, domanda muto,
e sospetta che i treni
per quello esistano
‒ sempre qualcuno
in mezzo alla folla che torna
con un filo di freddo,
perché.
*
LUKSUS
To luksus
pozwolić, by zwisała
skromna i jasna
kropla, cała nowa
z samego dna.
Wychyla się twarz
choć nie chciałam,
co to jest, pyta w milczeniu
i podejrzewa, że pociągi
właśnie po to istnieją
- zawsze ktoś
wśród tłumu powraca
z odrobiną chłodu,
dlaczego.
****
CIFRE INCANCELLABILI
Le piccole cose le iniziali
cifre incancellabili
tatuaggi della carne
le diciamo sottovoce
le fissiamo in dormiveglia col sudore
sulla faccia incorrotta delle soglie.
Cogliere, cogliere
cubiti di sguardi andati a sciogliersi
nella stanza delle albe al fuoco puro
dove l’aria ci attraversa
come una mancanza
non come un vuoto e il gesto
migliore per fermarla
è un muro bianco, la sintonia
con la tua fronte
dell’anima del chiodo. Quanto?
se un’arrendevolezza apre la calce
vuoi nascondere l’acqua ma la quiete
prende via le radici, sono sabbia,
si volge a te come il vicino
a un’ora che si spezza
ti chiede un po’ di zucchero
e in cambio ti offre il piatto
di un arcano dolore, sussurra
un grazie ‒ di essermi fedele.
*
NIEZMAZYWALNE CYFRY
Małe rzeczy, inicjały
niezmazywalne cyfry
tatuaże na ciele
mówimy o nich szeptem
utrwalamy w półśnie wraz z potem
na nieskalanej twarzy progów.
Zbierać, zbierać
kanty spojrzeń, które rozpłynęły się
w pokoju o świcie przy czystym ogniu,
gdzie powietrze przenika nas
jak brak
nie jak pustka, a gest
najlepszy, by je zatrzymać
to biała ściana, zestrojenie
z twym czołem
duszy gwoździa.
Ile?
jeśli uległość kruszy wapno
chcesz ukryć wodę, lecz spokój
zabiera korzenie, są piaskiem,
zwraca się do ciebie jak sąsiad
o godzinie, w której
prosi o odrobinę cukru,
a w zamian daje ci talerz
tajemniczego bólu, szepcze
dziękuję - że jesteś mi wierny.
****
FLOTTANDO COME SI VA
Indietro, ancora sembra un inserto di verde
(credo) la forza della materia perenne
che muta sotto la pelle, gioca
al respiro di una farfalla.
Lo vado a cercare quel sole figlio
del grembo, almeno una volta
bisogna morire. Ma lo sguardo
è perduto nello sguardo di altri
e non emerge che un occhio
veemenza d’immaginazione
umettato splendore
di schegge gli orizzonti confusi
‒ lo spazio mancato varrebbe una danza
ma solo le foglie hanno appreso
come si va, come si torna.
*
UNOSZĄC SIĘ, JAK SIĘ IDZIE
Z tyłu, znów jakby wstawka z zieleni
(wydaje mi się) siła wiecznej materii,
która zmienia się pod skórą, bawi się
oddechem motyla.
Idę szukać słońca, syna
z łona, przynajmniej raz
trzeba umrzeć. Lecz spojrzenie
gubi się we wzroku innych
i nie wynurza się nic prócz oka
burzliwość wyobraźni
wilgotny blask
odłamków, splątane horyzonty
- brakująca przestrzeń zasłużyłaby na taniec
lecz tylko liście zrozumiały
jak się idzie, jak się wraca.
****
È QUESTO!
Umori nuovi sul filo delle dita
da calze trasparenti e l’ambra desta
si divide tra amache e fiori dinoccolanti
ho visto perfino il giardino della luna
nel getto del sole: è giallo ginestra,
i baccelli mimano la tua bocca
quando mi chiami con nomignoli di cerva
l’acerba traccia di desio si espande in fughe
‒ correre a procreare alberi d’oro? ‒ vieni a me
con mastice di polline.
Mi sento una scatola di api
sotto ciondoli azzurri, lacci di favo intorno
dilatano il venir meno
lascio che primavera abbondi,
planino le ciglia nel verde integrale
del tuo sterno d’attesa. È questo?
*
TO WŁAŚNIE TO!
Nowe nastroje na końcach palców
z przezroczystych pończoch, a przebudzony bursztyn
dzieli się między hamaki i wiotkie kwiaty
widziałam nawet ogród księżyca
w strumieniu słońca: jest żółty jak janowiec,
strąki naśladują twe usta,
gdy wołasz mnie czułymi imionami łani
niedojrzały ślad pożądania roznosi się uciekając
- biec, by rodzić złote drzewa? - przyjdź do mnie
z pyłkiem pszczelim.
Czuję się jak pudełko pszczół
pod błękitnymi zawieszkami, więzy plastra wokół
powodują omdlenie
pozwalam, by wiosna obfitowała,
by rzęsy szybowały w pełnej zieleni
twego oczekiwania. Czy to właśnie to?
****
UNA VOLTA SIAMO STATI FORSE NUVOLE
una volta siamo stati forse nuvole
una lieve fortuita possibilità di restare in sospensione
ma qualcosa ci ha instillato la massa
qualcosa di inafferrabile ci ha traditi
*
KIEDYŚ MOŻE BYLIŚMY CHMURAMI
kiedyś może byliśmy chmurami,
lekką, przypadkową możliwością trwania w zawieszeniu,
lecz coś zaszczepiło w nas ciężar,
coś nieuchwytnego nas zdradziło
***
Invito alla lettura su italianewspost.com
https://italianewspost.com/
Per ulteriori approfondimenti su cultura, società, salute, scienza e grandi temi del nostro tempo.
Commenti
Posta un commento
Grazie per il tuo commento torna a trovarci su Alessandria post